Posted in Praca

Praca 2.0

Praca 2.0 Posted on 10 września 2017
Bloger, coach, IT manager. Żyję, piszę, pracuję - w tej kolejności. Uczę ludzi jak poznać i zrozumieć siebie i jak dzięki temu mieć lepsze życie.

Długo to trwało. Nawet bardzo. Zanim zrozumiałam co jest tak naprawdę dla mnie ważne i czego szukam w pracy. Przez szmat czasu wiedziałam jedynie, że źle się w niej czuję i obojętnie gdzie pójdę, to wszędzie jest tak samo. W którymś momencie pchnęłam swoją tak zwaną karierę w stronę tego, co może i mi wychodziło, dawało fajną kasę, ale… No właśnie – czegoś brakowało. Czego?

Jeśli pamiętasz, to jakiś czas temu pisałam o lojalności… pisałam też o poszukiwaniu czegoś za co można dać się pokroić. To wszystko jest ważne. Dziś jednak, z aktualnej perspektywy, mogę dodać jeszcze kilka elementów do tego. Takich, które jeszcze bardziej ważne są.

Zmieniasz świat

Najłatwiej doświadczyć tego uczucia w pierwszej pracy. Właściwie ono wtedy z nadania się zdarza, bo po raz pierwszy masz wrażenie, że robisz coś ważnego. Później jest już trudniej. Z czasem nie wystarcza już to, że ktoś nam daje coś do zrobienia i jest zadowolony z efektu. To często jest moment, gdy zaczynamy myśleć „praca jest po to, żeby zarabiać pieniądze i nie muszę lubić tego, co robię”. Zaczynamy wyżywać się w inny sposób, dawać światu coś od siebie w innych obszarach. Tak między innymi powstają blogi. 😉 O tych, którzy robią to, co lubią myśli się „szczęściarze”, nie zdając sobie sprawy ile za tym może stać pracy, czy wyrzeczeń. Bo nic się samo nie zrobi.

Mogę Ci jednak powiedzieć, że tak, że da się. Da się robić coś, co się lubi za pieniądze. Można to poczucie, że się robi coś dobrego odzyskać. Nie jest to łatwe, z czegoś trzeba zrezygnować (w moim przypadku była to kasa), ale się da. A życie jest za krótkie na to, by przez 8h dziennie męczyć się robiąc coś, w co nie wierzysz i co nie daje Ci zupełnie poczucia “flow”, więc warto. Nie ma po co dzielić życia na pracę i na przyjemności, jakbyśmy siebie samych mogli rozdzielić na dwie osoby. Tak jakby jedna była lepsza od drugiej i się tej drugiej wstydziła. Gdy faktycznie dajesz od siebie coś innym, to nie ma znaczenia o jakiej porze dnia to robisz (w trakcie dnia pracy czy po), to po prostu jest część Ciebie.

Taka już nasza ludzka natura – wbrew temu, co się myśli często – altruizm poprawia naszą samoocenę. Jesteśmy oczywiście egoistami, ale dobrze się czujemy gdy robimy coś dla innych. I jasne, że można odwalać wolontariat po godzinach. Ale można też w pracy robić coś wartościowego dla innych. Jak? No nie jest prosto. Trzeba to znaleźć. Trzeba znać siebie na tyle, żeby wiedzieć co to dla nas znaczy. Dla mnie, jest to rozdawanie mojej wiedzy. Tak jak tu, na A/C. Jeśli mogę pisać, dzielić się przemyśleniami i doświadczeniem – to wg mnie jest to wartość dodana. Jeśli mogę robić szkolenie z tematu, o którym wiem, że stanowi problem dla wielu osób, naświetlić go, przedstawić jasno krok po kroku, to to jest właśnie to.

Nie ważne co, ważne z kim

Znów wrócę do tego tak powszechnego stwierdzenia, że praca jest po to, żeby zarabiać a zabawa i przyjaźnie są poza pracą. I choć jestem jedną z trudno socjalizujących się osób, to jednak wcale tak nie uważam! Jeśli nie znajdujesz wokół siebie w pracy ludzi, z którymi chciałbyś spędzić czas po pracy, to znaczy jedynie, że nadajecie na tak różnych falach, że to cud, że w ogóle się porozumiewacie! Czy naprawdę chcesz się obracać wśród osób, z którymi nic Cię nie łączy? I które nigdy Cię nie zrozumieją…

Pamiętasz jak to było w szkole? Nikt nie dzielił wtedy przyjaźni na „szkolne” i „te prawdziwe”. Ale jako dorośli zapominamy często, że to jedno i to samo życie jest.

Nie twierdzę, że masz się socjalizować w dzień i w nocy. Chodzi mi o to, że da się znaleźć takie miejsce, które będzie pasować do Twojego sposobu postrzegania świata, do Twojej osobowości. I do którego Ty będziesz pasować. Pamiętaj, ze ludzie dobierają się w grupy na zasadzie podobieństwa – rekrutujemy osoby podobne do siebie. Ważne jest więc, żeby na rekrutacji być sobą. Tylko tak sprawdzisz, czy się dogadujecie, czy nie.

Dawno temu, pisałam CVki w taki sposób, żeby dopasować się do ogłoszenia. Efekt? 100% celności. I duże rozczarowanie na rozmowach oraz potem, już w pracy. To technika, której wszędzie uczą – napisać o sobie tak, żeby sprawiać wrażenie idealnego kandydata. Tylko po co? Teraz robię inaczej. Teraz mam jeden dokument, który opisuje mnie tak jak naprawdę jest. To co umiem i czego nie umiem, co było dla mnie ważnym osiągnięciem a co nie. Wszystko podane w takiej formie, jaka mi pasuje. To on dopiero jest prawdziwym testem dla pracodawcy. Jeśli przejdzie pierwszą weryfikację, to znaczy że mamy coś wspólnego. Jeśli nie, to jedynie znaczy, że dalej również nie mielibyśmy o czym rozmawiać. Stać mnie na to, żeby nie otrzymać odpowiedzi zwrotnej z wielu miejsc, żeby szukać pracy dłużej niż przeciętny informatyk. Po to, by znaleźć się w miejscu, w którym wiem, że się dogadam i gdzie będziemy myśleć podobnie.

Zaufanie

O zaufaniu pisałam kiedyś, choć nie zostało to przyjęte z otwartymi ramionami. Nadal jednak twierdzę, że o to właśnie chodzi. O brak kontroli, o to żeby nie być sprawdzanym na każdym kroku i żeby samemu nie sprawdzać. Mocno to czuć właśnie w miejscu pracy.

Bardzo fajnie pisze o tym Laszlo Bock w swojej książce Work Rules! o Google’u. I choć sama książka jest…no kiedyś napiszę o niej więcej… to ten element jest wart przeczytania. Bez zaufania w pracy się po prostu nie da. Bo jak pracować, gdy na plecach czujesz oddech szefa, który sprawdza co chwilę co robisz, czy aby nie oszukujesz pracodawcy, czy nie przeznaczasz czasu na prywatę. A gdy powinie Ci się noga, lub gdy będziesz potrzebować czegoś ponad zwykły czas wolny, to się od Ciebie odwróci. To poczucie, że ktoś ufa, w to że się starasz, że robisz dobrą robotę wtedy gdy tego nie widzi, ufa że nie marnujesz czasu, że sam nie oszukujesz – ono jest bezcenne. I sprawia, że wzajemność jest oczywista.

Dlaczego ludzie nie ufają swoim pracownikom? Bo się boją. Boją się swoich szefów, tego że będą musieli bronić się przed ich atakami, gdy coś nie pójdzie lub gdy „zbytnio poluzują wymagania”. Tak więc praktykują zamordyzm ze strachu przed innymi. To cecha ludzi słabych jest. A tacy nie powinni być niczyimi przełożonymi. Niestety, systemy promocji nie są zupełnie przygotowane do wychwytywania takich jednostek. Potem ktoś inny męczy się z takim szefem. A przecież żeby brać odpowiedzialność za swoje decyzje trzeba mieć jaja, po prostu. Żeby ufać innym – też. A przede wszystkim trzeba je mieć, żeby robić coś inaczej niż własny przełożony…

Tak więc nie tylko to, co robisz jest ważne. Tak samo jak sam profil firmy. Sam opis roli też nie wystarczy do tego, by nie mieć nic przeciwko poniedziałkom. Ważni są ludzie, którzy Cię otaczają. Ważne jest to jak bardzo masz możliwość robienia czegoś, co Tobie sprawia przyjemność, przy wykonywaniu czego sam się uczysz i co służy polepszaniu tego, jaki ten świat jest. Ważne jest wszystko – co, z kim, gdzie i po co.

Dla każdego te proporcje będą inne, każdy będzie szukał czegoś trochę innego. Innego celu, innych ludzi, innego powodu. Czasem się nie uda. Czasem zmiana to będzie kompletna katastrofa, niekoniecznie piękna… Ale im więcej wiesz o sobie, tym łatwiej Ci będzie zrozumieć, czego Ci brakuje i czego szukasz, oraz czego chcesz. I zobaczyć gdy będziesz to mieć. Bo może już to masz, tylko narzekanie przesłania Ci powody, do cieszenia się z tego?

A jeśli uważasz, że praca to tylko praca to wiedz, że się mylisz. Najdotkliwiej można to odczuć, gdy się traci pozostałe punkty podparcia (rodzina, partner, zdrowie…) i wtedy nie ma się na czym oprzeć, bo praca to jedynie wydmuszka służąca zarabianiu pieniędzy. I niczemu więcej. Wiem o czym mówię. Nie czekaj więc do momentu, jak już będzie za późno – zbuduj sobie punkt podparcia póki jest jeszcze wcześnie. Bo da się. Naprawdę.