Posted in Relacje

Porywy i zrywy

Porywy i zrywy Posted on 8 grudnia 2017
Bloger, coach, IT manager. Żyję, piszę, pracuję - w tej kolejności. Uczę ludzi jak poznać i zrozumieć siebie i jak dzięki temu mieć lepsze życie.

Dziś będzie o zrywaniu znanym również jako rozstanie, kończenie związku, czy porzucanie kogoś. To jest ten moment, kiedy Julia zamyka balkon. Będzie o nim z perspektywy damskiej, bo to co się dzieje mnie martwi.

A dzieje się tak, że naprawdę niewielu facetów potrafi z szacunkiem dla drugiej strony zakończyć związek. Kryją się za technologią, mówiąc “koniec” SMSem, na fejsie, czy mailem. Nie są w stanie stawić czoła kobiecym emocjom. A właściwie nawet nie samym emocjom, ale ich własnym wyobrażeniem o tym, co się może stać.

Znają to bardzo dobrze z domu, gdzie nie do końca dojrzała matka wymuszała posłuszeństwo wyrzutami sumienia. Gdzie “no zrób to dla mnie, nie krzywdź mamusi” było codziennością. Gdzie za złe samopoczucie dorosłej kobiety, synek był obarczany winą, a jej płacz kojarzył mu się z czymś, co zrobił źle. Potem, ten sam chłopiec dorastając, nadal kojarzy kobiecy płacz z obarczaniem go winą, ze swoim złym samopoczuciem, wyrzutami sumienia i innymi objawami, których nienawidzi. I których… się boi. Po drodze spotyka wiele innych kobiet, które niestety tylko ten schemat ugruntowują. Nie mając wglądu w to co się naprawdę w nim dzieje, wini za to kobietę. Bo w końcu to przez nią czuje się źle sam ze sobą. Gdy jej jest źle, gdy płacze, nawet wtedy gdy mówi “nie rób tak, bo sprawiasz mi tym przykrość” – wraca stare dobrze znane poczucie, że coś spierdolił. Więc dochodzi do wniosku, że im mniej będzie miał styczności z jej emocjami, tym dla niego lepiej. Jednak im bardziej on się odcina, tym ona bardziej histeryzuje. Tak się nawzajem nakręcają, do czasu aż następuje koniec.

I to jest ten moment, kiedy naprawdę można zobaczyć czy facet ma jeszcze jaja, czy już dawno się ich pozbył. A to dlatego, drodzy panowie, że w czasie gdy nie trwa wojna to największą odwagą jaką możecie się wykazać jest właśnie stawienie czoła emocjom drugiej osoby. Oraz – a może przede wszystkim – również swoim. Unikanie ich uważam za tchórzostwo, nie tylko za niedojrzałość. Stanąć oko w oko z własnym lękiem przed tym, co może zrobić druga osoba w momencie, gdy komunikujecie rozstanie – to jest właśnie odwaga w naszych czasach. I wyraz szacunku dla drugiej strony.

Bynajmniej nie chodzi mi o to, jak “się powinno” robić – czyli o sławetne stwierdzenie “kultura osobista wymaga”. Nie o taki narzucony szacunek chodzi. Chodzi o ten, który możecie okazać osobie, która była z Wami i przy Was przez ten czas. Która też borykała się z Waszymi emocjami, potykała o te miejsca, gdzie sami sobie nie radzicie. Ale też cieszyła się z Waszych sukcesów i była obok w momencie porażek. Szacunek dla tego co razem tworzyliście i dla niej za to, że sama też nie zbywała Waszych uczuć i myśli machnięciem ręki (no chyba, że tak robiła – wtedy faktycznie zryw SMSowy uważam za uzasadniony). Szacunkiem jest właśnie zaakceptować to, że może tej osobie być z tą decyzją w ch… źle. Zrobić miejsce na reakcję drugiej strony, to jest właśnie szacunek.

I myślę, drodzy panowie, że czas się już ogarnąć. Odstawić lęk przed emocjami na półkę i posługiwać się na co dzień tą odwagą, którą większość z Was miałaby w momencie, gdyby trzeba na wojenkę iść. Bo od tego, że zaczniecie jej używać już teraz, niczego Wam nie ubędzie. I obojętne kim i jaka będzie ta druga osoba – jeśli sami tego u siebie nie zmienicie, to zawsze będziecie kończyć tak samo…