Posted in Praca

O rynku pracownika inaczej

O rynku pracownika inaczej Posted on 13 sierpnia 2017
Bloger, coach, IT manager. Żyję, piszę, pracuję - w tej kolejności. Uczę ludzi jak poznać i zrozumieć siebie i jak dzięki temu mieć lepsze życie.

Fajnie jest, prawda? Bezrobocie niskie, o pracę nie tak trudno… Można wybierać, przebierać, kręcić nosem, bez obaw negocjować warunki finansowe. Wielu udaje się wskoczyć na stanowiska powyżej ich umiejętności. Ma to swoje plusy, bo to bardzo dobry moment na to, by zmienić stanowisko na takie, jakie chcesz – gdy pracy dużo a ludzi mało, zmniejszają się wymagania co do doświadczenia na danym stanowisku. Niektóre firmy obniżają wymagania wielokrotnie podczas rekrutacji… No i właśnie. Tkwi w tym też pewien szkopuł. Bo obniżanie wymagań ma też negatywne konsekwencje. I nie chodzi mi wcale o poziom wykonywanej pracy.

Pieniądze to nie wszystko

W tym przypadku naprawdę ma to stwierdzenie sens. Pieniądze, które możesz wynegocjować to nie wszystko . Mało kto to wie, ale pracuje nam się lepiej i efektywniej, gdy czujemy się choć trochę wyjątkowo. Wybrani pracownicy są bardziej zmotywowani. Pomyśl, jaki wpływ ma na Ciebie oglądanie naganiania nowych pracowników do firmy, bez zważania na to jaki reprezentują poziom? Na dodatek w dużej firmie wszyscy są opłacani wg widełek. Możliwe więc, że Twój nowy kolega, który wymaga ciągłego nadzoru, otrzymuje co miesiąc wypłatę w tej samej wysokości co Ty. Albo nawet więcej, jeśli odpowiednio negocjował w trakcie rozmów wstępnych, a pracodawca naprawdę był w potrzebie. Wiesz też, że obojętnie jakiej jakości pracę wykonuje, to i tak w firmie zostanie, bo rąk do pracy brakuje.

Niestety, im szybszy przyrost, tym niższy poziom nowo zatrudnianych osób. A od obserwowania tego stanu rzeczy również gorsze morale i niższa motywacja. W końcu po co się starać, skoro jak na dłoni widać, że można robić mniej a i tak dostawać tyle samo? A im mniej Ci się chce, tym mniej podoba Ci się praca, tym bardziej się w niej męczysz i tym więcej chcesz dostawać za nią pieniędzy.

Nadpłacanie pracowników

W czasach, gdy pracowników brakuje, nęci się ich oczywiście wysokim wynagrodzeniem. Jednak wedle moich prywatnych i subiektywnych obserwacji, nadpłacanie pracowników (powszechne w niektórych miejscach w IT) wzmaga jeszcze efekt rozleniwienia. Im więcej otrzymujesz, tym więcej oczekujesz. Od innych i od świata, niekoniecznie od siebie. Ten mechanizm przenosi się też na inne dziedziny życia – na usługi z których korzystasz, na relacje jakie posiadasz… W końcu, gdy się niedużo dając od siebie dużo dostaje w pracy, to czemu ma być inaczej w pozostałych aspektach? Zbyt wysokie płace powodują sporą roszczeniowość, a ten mechanizm sam się napędza. Nie jestem zwolenniczką niskich płac. Bynajmniej. Mam jednak swoją teorię na ten temat i na temat tak zwanych widełek płacowych. I uważam, że nadpłacanie jest takim samym błędem jak niedopłacanie.

Według mnie, płaca powinna odzwierciedlać wysiłek wkładany w pracę. Niekoniecznie musi być związane z doświadczeniem, liczbą szkoleń czy wartością dla pracodawcy. Wynagrodzenie musi zgadzać się z tym, jak trudna jest to praca i jak dużą niesie z sobą wartość dla innych. Według samego pracownika! Bo to w końcu jego ma płaca adekwatnie motywować. Niestety, często zdarza się, że najlepiej opłacane są te stanowiska, których brakuje i które pracodawca rozpaczliwie stara się zapełnić. Zazwyczaj są to te stanowiska, które pomagają “gasić pożary”.

Wieczni strażacy

Gaszenie pożarów jest wyjątkowo częstym zadaniem, gdy “nie ma kim”, a projektów jest za dużo. Brakuje czasu na szukanie strategii na długi dystans, na planowanie i na testowanie nowych opcji. Mało to motywujące, gdy praca skupia się na gonieniu z dnia na dzień, na naprawianiu tego co nie działa, zamiast na tworzeniu czegoś nowego. W końcu ile czasu można patrzeć tylko na negatywne aspekty swojej pracy 8h dziennie?

Żeby praca motywowała, trzeba coś w niej tworzyć. Owszem, można raz na jakiś czas pobiec z wiaderkiem wody do pożaru, ale nie może to być jedyne zadanie. Gdy nim się staje, to efekt jest podobny jak w przypadku obserwacji “naganiania” do firmy z tak zwanej łapanki. Stajemy się na tyle rozczarowani i sfrustrowani, że chcemy więcej pieniędzy.

Tak więc nie wszystko złoto co się świeci i nie same pozytywy ma niskie bezrobocie. Jeśli odczuwasz skutki tego tak, jak ja – czas może na zmianę pracy. Na taką, która potrafi się oprzeć wszechogarniającej gonitwie i jej efektom. Bo takie naprawdę jeszcze istnieją. Po prostu musisz szukając zwrócić uwagę na inne elementy, niż te oczywiste. I o tym właśnie będzie następnym razem.