Posted in Ciało Motywacje Na początek

Co cię najbardziej motywuje?

Co cię najbardziej motywuje? Posted on 4 września 2017
Bloger, coach, IT manager. Żyję, piszę, pracuję - w tej kolejności. Uczę ludzi jak poznać i zrozumieć siebie i jak dzięki temu mieć lepsze życie.

Wpis na dobry początek nowego roku szkolnego i nie tylko. Dziwnym trafem (albo i nie takim dziwnym, bo w końcu większość z nas te 12 lat w szkole spędza i sobie nawyk wyrabia), po wakacjach następuje zwykle jeden z tych momentów, gdy robimy postanowienia. „Do końca roku chcę…” albo „Po urlopie wezmę się za…” I teraz, żeby nie tracić tego momentu rozpędu, dobrze byłoby stworzyć to postanowienie tak, żeby było jak najefektywniejsze. Sprzedam Ci więc mały trick, którego sama używam, by motywacja była oczywista. I naturalna.

Pomyśl więc, co najmocniej na Ciebie działa. Nie „co chcesz osiągnąć”, ale po co to robisz. I tak na przykład:

  • chcesz „komuś pokazać” („ja ci jeszcze udowodnię, że potrafię!”)
  • chcesz być najlepszy z grupy / chcesz, żeby inni patrzyli na Ciebie z podziwem
  • chcesz poprawić jakość czegoś (dobry przykład to zdrowie)
  • chcesz osiągnąć jakiś określony wynik (czas, liczbę powtórzeń…)

Czasem ten sam cel, wyrażony liczbowo, przeciwko komuś (oczywiście w ramach etycznej normy), czy w porównaniu do kogoś motywuje o wiele bardziej niż zdefiniowany jako „pokonywanie własnych ograniczeń”.

Jako, że najpopularniejszym sportem w tej chwili jest chyba bieganie, to ten przykład wykorzystam, żeby pokazać Ci o co chodzi. Powiedzmy… że chcesz przebiec półmaraton w marcu.

  • Jeśli masz kogoś, kto w Ciebie nie wierzy – masz dwie możliwości. Albo się temu poddać i przyjąć jego ocenę za własną, albo udowodnić mu, że się myli. Jeśli takie udowadnianie Cię motywuje, to zamień cel na „a ja Ci pokażę, że przebiegnę”.
  • Jeśli lubisz współzawodnictwo i masz grupę przyjaciół biegających, to może lepiej zmotywuje Cię ten sam cel wyrażony jako „pobiegnę najszybciej z naszej grupy”.
  • Jeśli inni Cię w ogóle nie interesują, biegasz tylko dla siebie – w celu utrzymania jakiegoś poziomu sprawności fizycznej, czy spalenia iluś tam kalorii – to może odpuść sobie w celu słowo „półmaraton”. Za to zrób tak: określ liczbę treningów tygodniowo i dystans jaki chcesz pokonać w taki sposób żeby wystarczyły na 20km w marcu, a potem opisz cel jako „biegam tyle a tyle, bo chcę być zdrowy”.  Zwróć tylko uwagę, co tu jest nadrzędne – czy zdrowie, czy ten półmaraton… Czasem bardziej motywuje nas wynik, a czasem benefity (jak zdrowie czy lepsza sylwetka).
  • Myślę, że przykładu z czasem – ech te sławetne „połamać 2h” – nie muszę nawet opisywać. 😉

Oczywiście są teorie odnośnie motywowania siebie, określania celu… Tego z jakich elementów ma się składać, a z jakich nie. Czego nie należy robić (jak uzależnianie od innych), czy jakich obszarów unikać (bez możliwości kontroli). Ale wiesz co?… Tak naprawdę, to od Ciebie zależy, co Cię najbardziej motywuje. Skrycie, mogę Ci powiedzieć, że ja na przykład potrzebuję czasem „wroga”. Dobrze robi mi udowadnianie komuś, kto we mnie nie wierzy. Nie, żebym od razu tej osobie o tym mówiła – w końcu po co? 😉 Ale jeśli widzę w wyobraźni zaskoczoną minę, to to jest o wiele silniejsza motywacja niż tylko moja własna. Bo zaskakiwanie innych sprawia mi mega satysfakcję. Oczywiście nie zawsze i nie we wszystkim, ale tam gdzie potrzebuję wejść w „fight mode” to taki rodzaj motywacji działa na mnie najlepiej (relacja odpada, jak się pewnie domyślasz).

Tak więc według mnie kluczowe jest dopasowanie definicji celu do obszaru z jakiego ten cel pochodzi, a nie kurczowe trzymanie się poprawności i zgodności ze wszystkimi teoriami motywacji. I wyrażenie tego celu poprzez to, co daje Ci kopa i największą satysfakcję (pochwała, wynik liczbowy, czyjeś zaskoczenie, pierwsze miejsce i uwielbienie w oczach innych…). Bo w końcu nie ma zasad – pamiętaj.