Posted in Relacje

Krótka opowieść o tym jak empatia niweluje wyrzuty sumienia

Krótka opowieść o tym jak empatia niweluje wyrzuty sumienia Posted on 11 grudnia 2017
Bloger, coach, IT manager. Żyję, piszę, pracuję - w tej kolejności. Uczę ludzi jak poznać i zrozumieć siebie i jak dzięki temu mieć lepsze życie.

Był sobie kiedyś mały chłopiec. Chłopiec ten chodził z mamą do kościoła i co niedzielę słyszał:

 „…moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.

Przeto błagam Najświętszą Maryję, zawsze Dziewicę,

wszystkich Aniołów i Świętych,

i was bracia i siostry

o modlitwę za mnie do Pana Boga naszego”

bo w końcu jedynym rozwiązaniem na winę jest modlitwa. Z pozycji tego, który prosi i błaga. Takich rzeczy uczył się od najwcześniejszych lat. W tym dojrzewał.

Przenieśmy się teraz do dorosłości. Chłopiec ma już zupełnie niechłopięce lata. Nadal jednak uważa, że jeśli coś się spieprzyło to należy się ukorzyć, a poczucie winy gwarantuje zbawienie. Jest z tym jednak pewien problem. Bo obojętnie ile się korzy i katuje to… wcale nie jest mu lepiej. Nie pomaga też myślenie, że czeka go nagroda w niebie. W którymś momencie ma dość i pierdoli modlitwę, opowieści o życiu wiecznym i takie tam. Wie już, że poczucie winy niczego nie naprawia. Ale za każdym razem wyrzuty sumienia są jak odruch. I dorosły chłopiec czuje się tak samo ch…o  jak wtedy gdy dorosły nie był. Akcja stop. Kurtyna.

Panie i panowie,

Dzisiejsza opowieść jest kontynuacją wpisu z piątku. Jest znowu o wyrzutach sumienia. Żyjemy bowiem w takim miejscu, w takiej kulturze i religii, które na wyrzutach sumienia bazują. Gdy coś spierdolimy, to musimy przepraszać, prosić o wybaczenie, klęczeć i bić się w cyce. Im gorzej będziemy się czuć, tym lepszy odniesiemy skutek. Prawda? Ano nie do końca, bo to do niczego nie prowadzi. Żadnej poprawy w ten sposób nie osiągniemy. Gorzej – jeśli trafimy na kogoś, kto tymi wyrzutami się karmi, to nas zniszczy…

Dodatkowo, wyrzuty sumienia oddalają nas od siebie i zamykają na siebie nawzajem. Bo na czym się skupiasz gdy masz wyrzuty sumienia? Na swojej winie – ergo na sobie! Tak samo jak osoba, która czuje się pokrzywdzona – też skupia się na sobie. I tak sobie trwacie w tym skupieniu, które do niczego nie prowadzi. Wygląda to tak:

Albo nawet tak:

Więc jak robić, żeby się nie upodlić a jednocześnie załatwić sprawę? I co zrobić, żeby poczuć się lepiej? Ano wyjść ze swojego poczucia winy, wychyłnąć na zewnątrz, spojrzeć na tę drugą osobę i podarować jej trochę empatii. Przestać patrzeć na siebie. Spojrzeć wtedy przez chwilę tylko z perspektywy tej drugiej osoby, zobaczyć jak można zrobić coś lepiej następnym razem. I do jasnej cholery skupić się na tym, jak będzie fajnie jeśli tym następnym razem zrobi się coś zajebiście! Wtedy będzie to wyglądać tak:

Nie, nasza religia tego nie uczy. Każe inwestować we własny żal, który nas doprowadzi do bycia aniołem, zamiast poprawić jakość życia kogoś, kto z nami żyje tu i teraz. Na szczęście, mamy wybór. Zawsze mamy wybór. I sami też nie musimy się męczyć.

Wyjście z perspektywy Ja i spojrzenie z perspektywy drugiej osoby pomaga nie tylko jej, ale też nam. Pomaga, bo odwraca uwagę od winy, sprawia że łatwiej jest się kimś drugim zaopiekować, szybciej doprowadza nas do rozwiązania problemu. Dzięki temu lepiej czujemy się sami ze sobą. C.B.D.U.