Posted in Ciało Motywacje

Kakao

Kakao Posted on 20 listopada 2017
Bloger, coach, IT manager. Żyję, piszę, pracuję - w tej kolejności. Uczę ludzi jak poznać i zrozumieć siebie i jak dzięki temu mieć lepsze życie.

Dziś chyba najdłużej w życiu czekałam na pobranie krwi. Miałam więc dużo czasu na obserwowanie i myślenie.

Przez wiele lat zaskakujące było dla mnie jak bardzo ludzie boją się tego szybkiego i właściwie prawie bezbolesnego zabiegu (czy procedury medycznej), jakim jest pobranie krwi. Nawet dorośli – choć przecież przez lata byli poddawani temu procederowi. Obserwowałam też dzieci – te większe i mniejsze, płaczące, panikujące, uspokajane… Bo przecież właściwie “nic Ci się nie dzieje złego”, prawda? Faktycznie najpowszechniejsza metoda na małego człowieka to miś, mówienie, że jest dzielny, nakazanie połykania łez i tłumaczenie, że przecież nikt mu krzywdy nie robi. Ale uczucia zostają.

I przypomniałam sobie siebie z czasów gdy miałam 4 czy 5 lat i chodziłam na badanie krwi często – z babcią. Babcia była chora, więc musiała mieć krew pobieraną regularnie, czasem nawet raz na tydzień. Mnie zabierała ze sobą, bo chyba też miałam jakiś niedobór. Jednak pomimo wieku nigdy, ale to nigdy nie płakałam. Nawet się nie bałam. Czemu?

Bo mnie ta igła nie przerażała – ja miałam co innego do myślenia o. Gorące, dymiące i pachnące kakao, które babcia zawsze zabierała w termosie i które piłyśmy z namaszczeniem zaraz po wyjściu z gabinetu. Pachniało jeszcze w domu… Potem w drodze nie mogłam się już doczekać, a przy pobieraniu wiedziałam, że jeszcze chwila i będzie! Słodkie, ciepłe, czekoladowe (choć PRLoskie). Czasem zdarzało się, że pielęgniarka mówiła jaka to jestem dzielna – ale ja nie płakałam wcale nie dlatego, że byłam dzielna. Nie płakałam, bo już myślałam o czymś innym.

Wtedy nie wiedziałam, jak bardzo genialne to było zagranie ze strony babci. Dopiero dziś mnie olśniło. Ci, którzy wiedzą jak Dan Ariely radził sobie z braniem bardzo nieprzyjemnych lekarstw, znają ten mechanizm. W dużym skrócie – był w stanie przekonać się do brania czegoś, co wywoływało mnóstwo skutków ubocznych (jak wymioty i mdłości), bo za każdym razem gdy je zażywał, wypożyczał sobie do oglądania filmy na video. Aż mózg przestał kojarzyć leki z wymiotami, a zaczął… z nagrodą w postaci filmów. (ci, którzy DA nie znają – mogą zobaczyć filmik tutaj). Więc może zamiast mówić o byciu dzielnym, należy dać dziecku coś, na co będzie ono czekać po zabiegu. Na co będzie mogło skierować swoje myślenie w trakcie. W ten sposób wyrobimy nawyk i skojarzenie z czymś przyjemnym, zamiast z bólem ukłucia. Ten sam mechanizm możemy wykorzystać przy innych okazjach, oraz nie tylko z dziećmi.

Nie chodzi o nagrodę za bycie grzecznym. Z babcią kakao było zawsze. Było w pewnym sensie wynagrodzeniem tego, że trzeba było wstać wcześniej i iść do badania bez śniadania, obojętnie jaka za oknem była pogoda. Dostałabym je tak samo gdybym płakała, czy “robiła sceny”. Nie musiałam się ograniczać, nie musiałam spełnić żadnych kryteriów, żeby je wypić. I właśnie dlatego zaczęłam kojarzyć badanie krwi z czymś miłym, co następowało bezpośrednio potem. Do tej pory zdarza mi się kupić sobie coś dobrego na śniadanie po badaniu. 😉 Za to nie mam żadnych złych skojarzeń, nie mdleję, nie panikuję – w ogóle nie robi to na mnie wrażenie.

Kakao to nie było wszystko oczywiście. Myślę, że fakt, że za każdym razem byłyśmy obie badane też miał znaczenie. Taki, że wiedziałam, że to nic nadzwyczajnego, że babcia przyjmuje to jako coś zwykłego. Wiedziałam, że to jest bezpieczne. Ale jednak kakao miało w tym swój udział. 😉